
Trwa Międzynarodowy Konkurs im. Henryka Wieniawskiego, jedno z naszych sreber rodowych Polskiej Kultury. Do drugiego etapu awansowała trójka Polaków, trójka znakomitości o zupełnie innych temperamentach, charakterach i interpretacjach. Jednak już sam udział w 1 etapie pokazuje, że mamy grupę świetnych skrzypków, już z ukształtowaną osobowością artystyczną i potrzebą dalszego jej rozwijania. Za moment możemy ich stracić. Proza życia zmusi ich do zdawania do orkiestr, znalezienia sobie źródeł utrzymania itd. Jedna z uczestniczek już teraz figuruje jako członkini Filharmonii Poznańskiej. Nie wiem, może lubi grać w orkiestrze, może kocha to miasto, jednak, moim zdaniem, jest zbyt cenna dla naszej kultury i szkoda, aby spędzała czas na graniu orkiestrówek.
Całe grono polskich uczestników powinno być objęte solidnym mecenatem państwa, ponieważ z naszą kulturą, jej postrzeganiem i reprezentatywnością w najważniejszych miejscach na świecie, jest naprawdę źle. Nie istniejemy w kulturze światowej. NIMIT i MKiDN wydaje olbrzymie pieniądze na artystów, którzy piszą wnioski i niewiele z tego wynika, środki są rozpraszane. Napisz dobrze wniosek, podkoloruj , wysmaż listę osiągnięć i ładnie opowiedz urzędnikowi jakie masz plany na przyszłość. Tymczasem taki konkurs to najlepsza weryfikacja umiejętności, odporności na trudy recitali, tras koncertowych, sesji nagraniowych.
Polską racją stanu jest zauważyć najlepszych, wesprzeć ich, dać im najlepszą na świecie opiekę pedagogiczną i agencyjną (tak robią od lat z powodzeniem… rosjanie) i pozwolić rozwijać się, budować swoją markę i zdobywać świat dla siebie i dla Polski.
Jeśli tego nie zrobimy, żadne tam raporty o Polskiej Marce, żadne ad hoc organizowane eventy nie pomogą. A w ślad za dobrą marką w kulturze, przydałoby się jeszcze w sporcie, tym najpopularniejszym, idzie zaufanie, szacunek, otwarte drzwi do korzystnych negocjacji, ekonomicznych przywilejów i inwestycji ,a przede wszystkim łamania stereotypów.
Jak dawniej powiadano: Biednyś boś głupi … i żeby nie trzeba było dodawać- głupiś boś biedny. Wtedy jest, jak to się też powiadało… po ptokach.