Utwory Pēterisa Vasksa, Mikołaja Góreckiego, Andrzeja Panufnika i Mieczysława Wajnberga były wykonywane w trzecim etapie konkursu. Zdawałoby się wymarzony repertuar dla naszego kręgu kulturowego. Niewiele wirtuozerii, za to dużo muzykalności i rozumienia o czym pisze dany kompozytor. Jednak Europa poległa. Nie dźwignęliśmy ani Wajnberga, bo być może jego estetyka jest wciąż nam obca, nie udało się z Góreckim. To specyficzny kompozytor, głęboko zakorzeniony w języku muzycznym swojego słynnego ojca- Henryka Mikołaja, i z powodzeniem idący już własną drogą. Wreszcie Pēteris Vasks- poeta dźwięku, z pewnym idiomem Północy, wymagający rozumienia swojego kręgu stylistycznego.
Panufnika wybrał Bohdan Luts i dał radę. Reszta półfinalistów to Azjaci. Wykonali solidnie swoją pracę.
Pierwszymi symptomami, że coś jest nie tak, były wykonania utworów Pendereckiego i Lutosławskiego we wcześniejszych etapach konkursu. Wg mojej oceny, chociaż wykonania były na najwyższym poziomie, to brakowało rozumienia o czym jest ta muzyka, skąd się wzięła, jakie ma estetyczne założenia. Wychodził brak ogrania i znajomości stylistyki oraz pewnego rodzaju spontaniczność interpretacyjna, nieco w poprzek istocie tych kompozycji.
Wykonawstwo muzyki XX i XXI wieku kuleje. Widzę to na własnym „podwórku”. Wydawało by się, że jest to nasz teren, tutaj możemy się pokazać. Możliwe, że Azjaci szybko zdali sobie sprawę, że wchodzą na teren zupełnie im obcy i trzeba solidnie się do tego przygotować. My może myślimy, że wystarczy zagrać nuty, trochę poczarować, i jakoś to będzie. Nie będzie.